Warszawa miasto dla ludzi

Budżet cenzuracyjny

Warszawiacy mogą składać wnioski do budżetu partycypacyjnego. Ale zagłosować będą mogli tylko na te, które spodobają się miejskim urzędnikom.

Drogi warszawiaku, jeśli myślisz, że o tym czy Twój pomysł, który składasz we wniosku do budżetu partycypacyjnego jest fajny czy nie zweryfikuje głosowanie mieszkańców, jesteś w fatalnym błędzie. Nie ma tak łatwo. W Warszawie budżet partycypacyjny jest skonstruowany trochę inaczej: składasz wniosek, a następnie czekasz na to, czy urząd łaskawie zgodzi się wpisać go na listę do głosowania.

budzet cenzuracyjny

Miało być pięknie, a wyszło po staremu
Budżet obywatelski co do zasady ma służyć mieszkańcom, którzy nie dają sobie rady z przeprowadzeniem swoich pomysłów przez tamę w postaci miejskiej administracji. Od dawna istnieje Kodeks Postępowania Administracyjnego, który umożliwia mieszkańcom składanie wniosków do urzędu. Ale mieszkańcy z tego rzadko korzystali, bo wiadomo: jak urząd się czymś zajmie to zaczyna się droga przez mękę. Najpierw biurokraci chcą załączników, potem twierdzą, że to nie w tym wydziale, albo że już jest po terminie, albo że brak pieniędzy, albo że „wniosek nie znajduje uzasadnienia gdyż …” i tu padają mniej lub bardziej bzdurne argumenty. Nie od dziś wiadomo, że urzędnicy są po to, by w pierwszej kolejności mnożyć biurokratyczne przeszkody, a dopiero na samym końcu służyć mieszkańcom.

Dlatego wynaleziono budżet partycypacyjny jako sposób na ominięcie biurokratów i przyznanie mieszkańcom bardziej bezpośredniej władzy. Ale nie u nas. W Warszawie jest zgoła inaczej. Jak? Ano w regulaminie jest haczyk, który rozwala całą ideę obywatelskości budżetu obywateli. Otóż po złożeniu wniosek trafia na biurko tego samego urzędnika, który dopiero co wydał decyzję odmowną. I on znowu rozpatruje wniosek, a jak mu się nadal nie podoba to wydaje opinię negatywną. I po balu.

Główny Urząd Kontroli Zawartości Obywatelskości w Obywatelstwie

Formalnie ten urzędnik ma tylko moc opiniowania, ale faktycznie jest tak, że biuro zajmujące się budżetem partycypacyjnym jest przed nim na kolanach i nawet nie próbuje dyskutować. Po prostu zawiadamia wnioskodawcę o odrzuceniu wniosku. I o ile w przed rokiem cenzurowanie wniosków odbywało się niejako z doskoku – urzędnicy miejscy odrzucali niewygodne dla nich wnioski w trakcie prac komisji budżetowych, to w tym procedura została zaostrzona. Zanim komisja budżetowa dostanie wniosek do ręki, przejdzie on najpierw przez sito ratuszowych speców. Jak dowiedzieliśmy się na jednym z tegorocznych spotkań budżetowych, takie rozwiązanie służy „usprawnieniu procesu”, „racjonalizacji”.

Dajcie mi wniosek, a paragraf się znajdzie

Jak cenzura działa w praktyce? Oto przykład. W ubiegłym roku Grupa M20 na wniosek jednego z mieszkańców złożyła wniosek o wykonanie przejścia dla pieszych przez ul. Słowackiego. Przedtem składał on takie wnioski (z podpisami sąsiadów), ale urząd mu je odrzucił. Więc złożyliśmy ten wniosek w ramach budżetu partycypacyjnego. Trafił on oczywiście do tej samej osoby w urzędzie, która już miała doświadczenie w utrącaniu go i finału nie trzeba opowiadać. Uzasadnienie: nie da się wytyczyć przejścia dla pieszych w czasie jednego roku, bo podłączenie sygnalizatorów do prądu trwa 16 miesięcy. Ironią jest, że we wniosku nie było słowa o sygnalizacji świetlnej.

Takich przykładów są setki. W zeszłym roku na 2200 wniosków aż 800 zostało odstrzelonych przez cenzorów z ratusza. Spodziewamy się, że w tym roku dzięki „usprawnieniu” aparatu kontroli odrzuceń wniosków będzie jeszcze więcej.

Drodzy cenzorzy z Urzędu Miasta! Otóż rozumiemy Waszą ojcowską troskę o nasze dobro. I cenimy niezmiernie Waszą niewątpliwie większą od naszej, mieszkańców, wiedzę na temat naszego miasta i tego co nam potrzebne, a co nie. Bo oczywiste jest, że koleś który siedzi za biurkiem w urzędzie wie lepiej czy przejście jest potrzebne czy nie, od kogoś kto mieszka w tym miejscu i od trzydziestu lat dwa razy dziennie przechodzi tu przez jezdnię. Zdajemy sobie również sprawę z ogromu niebezpieczeństw, które nam grożą jeśli tylko przyzna się nam prawo decydowania w naszych sprawach. Mimo to mamy do Was ogromna prośbę: odczepcie się od budżetu partycypacyjnego. Bo właśnie na tym ma on polegać, że to my, mieszkańcy, decydujemy o sobie, a nie Wy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kod Captcha * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

Nasza akcja na fejsie
Warszawa bez reklam!
Stołeczny buda-peszt