Warszawa miasto dla ludzi

Budżet obywateli czy urzędników?

Tu mogłoby powstać nowe przejście dla pieszych.

Tu mogłoby powstać nowe przejście dla pieszych.

My, czyli Grupa M20, także złożyliśmy wniosek do budżetu partycypacyjnego, który został odrzucony przez urzędników. Nawet nas to nie zdziwiło, spodziewaliśmy się, że w takim natłoku wniosków szanse są małe. Ale kiedy przeczytaliśmy uzasadnienie odrzucenia to nas zatkało.

Chcieliśmy, by mieszkańcy mogli zagłosować na projekt wytyczenia przejścia dla pieszych przez ul. Słowackiego. Jak się okazało, urzędnicy spiętrzyli przed projektem morze przeszkód. Stwierdzili między innymi, że przejście przez Słowackiego musi być wyposażone w sygnalizację świetlną (pomimo tego, że przez tą samą ulicę w innym miejscu prowadzi przejście bez świateł). Skąd oni wzięli te sygnalizację świetlną? Przecież w naszym wniosku jej nie było. Z przepisów też taka konieczność nie wynika.

Dokładnie takie przejście o jakie wnioskowaliśmy prowadzi przez Słowackiego niespełna 500 metrów od Urzędu Dzielnicy

Dokładnie takie przejście o jakie wnioskowaliśmy prowadzi przez Słowackiego niespełna 500 metrów od Urzędu Dzielnicy

Mało tego. Urzędnicy oświadczyli, że założenie tej sygnalizacji jest niewykonalne w ramach budżetu partycypacyjnego, ponieważ podciągnięcie kabla elektrycznego do słupka jest NIEMOŻLIWE w ciągu jednego roku budżetowego i potrzeba na to aż 18 miesięcy. Szok. W 18 miesięcy można w Warszawie wybudować nową stację metra. Okazuje się, że to za mało czasu na podłączenie jednego kabla.W mojej opinii jest to traktowanie na zasadzie dajcie mi człowieka, a znajdzie się paragraf. Pomysły, by w tym miejscu wytyczyć przejście dla pieszych, pojawiały się przecież już wcześniej – można było o nich przeczytać na łamach Stołka – i zawsze rozbijały się o urzędniczy mur oporu. Chcieliśmy ten mur przeskoczyć, ale nasze dążenie, by o przejściu zadecydowali nie urzędnicy a żoliborzanie, zostało teraz zduszone w zarodku.

Istniejące przejście przez Słowackiego

Istniejące przejście przez Słowackiego

Jak widać ręka urzędniczego oporu sięga również budżetu partycypacyjnego, który był przecież pomyślany jako sposób na ominięcie tego oporu. Teraz się okazuje, że budżet partycypacyjny wcale nie ma składać się z inwestycji wygodnych dla mieszkańców, ale z inwestycji wygodnych dla urzędowych cenzorów. Zastanawiam się po co mam teraz iść głosować na którąś z budżetowych  inwestycji? Może niech urzędnicy sami na siebie głosują?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kod Captcha * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

Nasza akcja na fejsie
Warszawa bez reklam!
Stołeczny buda-peszt