Warszawa miasto dla ludzi

Cisza nocna. Zostawili nas samych sobie

Po przeczytaniu wywiadu z Jarosławem Jóźwiakiem, prawą ręką Prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz, nabrałem pewności, że my mieszkańcy Warszawy zostaliśmy sami z problemem ciszy. Władza umyła ręce od tego ważnego społecznego problemu. Dlaczego tak uważam?

Jarosław Jóźwiak pokazał nam, że stołeczny ratusz dostrzega problem ciszy nocnej. Sam fakt, że włodarze miasta rozumieją konieczność rozwiązania tej kwestii zasługuje na szacunek, bo taka świadomość to w Polsce wciąż ewenement. Niestety, jak dowiedzieliśmy się z wywiadu, w najbliższym czasie nic z tej świadomości nie wyniknie, bo oto na przeszkodzie stoi prawo nie tylko lokalne, ale i krajowe. Trzeba w tym miejscu powiedzieć jedno: kwestie prawne to dla chcącej uniknąć jakichkolwiek działań władzy świetna wymówka żeby faktycznie nie kiwnąć palcem w bucie. Człowiek Pani Prezydent powiedział nam wprost: „nie da się i nic z tym nie zrobimy”.

zycie nocne 03

Zmiana przepisów nic nie zmieni

Zmiana prawa w obecnie niczego nie poprawi. Ba, może nawet pogorszyć. Trzeba pamiętać, że każde wprowadzenie nowego przepisu zawsze wprowadza zamieszanie, które samo w sobie jest szkodliwe, a w dodatku konsekwencją tego zamieszania jest wtórne pogorszenie sytuacji. Bo ludzie „na wszelki wypadek” interpretują taki nowy przepis w najgorszy możliwy sposób, żeby się zabezpieczyć przed jakąś hipotetyczną kontrolą albo oskarżeniem.

Z kolei miłośnicy ciszy nocnej w centrum miasta znajdą sobie inne przepisy, którymi będą nękali właścicieli knajp i ich gości. I co wtedy? Czy Jarosław Jóźwiak znowu będzie kibicował zmianie kolejnych przepisów? Ile jeszcze lat taka legislacyjna zabawa w kotka i myszkę miałaby trwać?

Nie prawo, a mentalność

Tymczasem nie trzeba grzebać w ustawach, żeby sytuację poprawić. Żeby straż miejska i sądy dały sobie spokój z karaniem za naruszenie ciszy nocnej musi zmienić się nie prawo, a mentalność. A konkretnie uzus. Przykład: nikt nie awanturuje się przed sądami o hałasujące po zmroku samochody i tramwaje. A ich huk przekracza w Warszawie wszelkie normy – nocą, na głównych ulicach Śródmieścia jest zwykle powyżej 65dB, miejscami zaś hałas przekracza 70 dB, czyli próg fizycznego uszkodzenia słuchu. Mimo tego nikt nie ciąga Zarządu Dróg Miejskich po sądach domagając się ciszy. Ludzie akceptują to, że żyjąc w mieście narażeni są non-stop na dokuczliwy hałas drogowy.

Ogródki pod obstrzałem. O życie na Starówce non-stop toczy się bój z mieszkańcami.

W sprawie ciszy nocnej, jak w każdej innej, trzeba pracować nad tym żeby zmieniła się mentalność społeczeństwa, a w jej wyniku zwyczaj społeczny. I wtedy sąd, nawet jeśli będzie miał na wokandzie sprawę o naruszenie ciszy nocnej w centrum, to powie powodowi żeby się stuknął w głowę, bo każdy wie, że centrum to nie jest miejsce dla niczym niezakłóconego snu.

Potrzebna jest polityka miejska

Żeby to osiągnąć należy prowadzić konsekwentną politykę miejską, a nie zmieniać przepisy prawa krajowego. Politykę polegającej chociażby na rozmowach ze zdesperowanymi mieszkańcami lokali komunalnych i oferowaniu im mieszkań o podobnym standardzie, ale w spokojniejszej okolicy, albo na wpisywaniu do umów najmu lokali komunalnych zapisu „lokator został powiadomiony, że lokal jest położony w okolicy, w której występują lokale prowadzące działalność w nocy”. To powinno wystarczyć sądom do uznania za pieniactwo skarg płynących z najbardziej centralnych obszarów miasta, przy jednoczesnym uznaniu, że takie same skargi dobiegające z okolic stricte mieszkaniowych są zasadne. Przydałoby się też, żeby władze miasta jasno ustaliły i obwieściły, w których obszarach Warszawy życie nocne jest dopuszczone, a w których nie i konsekwentnie na tej podstawie wydawały przedsiębiorcom koncesję w danym miejscu lub nie. Takie działania nawet jeśli by nie zlikwidowały konfliktów w całości to przynajmniej znacznie by je ograniczyły.

zycie nocne 05

Władza umywa ręce

To już piąty rok, kiedy Warszawą rządzi ta Prezydent oraz ta partia. W sprawie ciszy nocnej w ciągu tego czasu niestety nic się nie ruszyło. A problem dla Warszawy w końcu nie jest nowy. Ba jest to pierwsza rzecz, o którą potknęła się ambitna Pani Prezydent. W końcu jedną z pierwszych inwestycji na początku jej prezydentury był remont ul. Puławskiej, który trwał od zmierzchu do późnych godzin wieczornych. Trwał tak długo tylko kilka dni, bo wściekli mieszkańcy Mokotowa doprowadzili swoimi protestami do tego, że robotnicy schodzili z placu budowy już o godz. 16. Hanna Gronkiewicz-Waltz chciała przeprowadzić remont szybko, na wzór miast zachodnich, gdzie remonty prowadzone są często 24 godziny na dobę. Niestety u nas się nie udało, władza przestraszyła się małej grupki mieszkańców. Wygrali miłośnicy świętego spokoju, przez których Puławska była nieprzejezdna kilka tygodni dłużej niż planowano.

Obecne władze Warszawy boją się trudnych społecznych kwestii. Swoje nieróbstwo uzasadniają problemami prawnymi. Tam, gdzie dostrzegają ryzyko utraty poparcia sondażowego, umywają ręce i mówią: „bardzo byśmy chcieli, ale nie możemy, bo paragrafy trzymają nas pod ścianą”. Zostawiają tym sposobem nas mieszkańców z poważnymi problemami samych sobie. A nie tak powinna działać władza samorządowa.

Tekst pojawił się na łamach Stołka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kod Captcha * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

Nasza akcja na fejsie
Warszawa bez reklam!
Stołeczny buda-peszt