Warszawa miasto dla ludzi

Cztery razy tak

W Stanach, w Europie Zachodniej udział obywateli w zarządzaniu mastem to standard. Dzięki temu miasta wyglądają lepiej i lepiej się w nich żyje. U nas to też standard, ale tylko w deklaracjach, najlepiej przed wyborami. A w praktyce cały czas trzeba do tego namawiać, nakłaniać, przekonywać, a i tak na twarzach widać powątpiewanie albo i niewypowiedziane przekonanie, że ta cała partycypacja to tylko taki wymysł jajogłowych.

Poniżej cztery najczęściej spotykane argumenty przeciwników partycypacji i nasze kontrargumenty. Do używania na zasadzie open license.

fot. kwiatuchi

Mit 1: I bez tego wszystko idzie tak powoli
Wciąż pokutuje przedpotopowe myślenie, według którego pytanie ludzi o zdanie albo wręcz zachęcanie ich do zgłaszania propozycji tylko opóźnia procesy. Nonsens. W ten sposób można powiedzieć, że w ogóle projektowanie czegokolwiek tylko opóźnia realizację, bo przecież dom można budować bez żadnego projektowania, murarze i tak sobie poradzą. Sprawy dotyczące przestrzeni publicznej powinny być z ludźmi uzgadniane, bo w cywilizowanym kraju nie powinno się robić na łapu capu czegoś, co potem będzie obecne wokół nich przez lata. To wstyd, że takie rzeczy trzeba w ogóle poruszać i to po ponad dwudziestu latach demokracji.

Mit  2: A bo ludzie głupstwa plotą

Nie ma po co pytać ludzi o zdanie, bo tylko gadają głupoty, a 70% ich propozycji do niczego się nie nadaje. Naszym zdaniem nie 70% tylko 90%. Serio. To po co to robić? Bo chodzi o pozostałe 10%. Przecież celem jest wyłonienie jednego dobrego pomysłu, jeśli trafi się chociaż jedna sensowna propozycja to już warto było to robić, co z tego że pozostałe są słabe albo zgłoszone dla żartu? A jeśli w tysiącu propozycji trafi się jedna przełomowa, rzucająca na kolana?

Mit 3: Ludzie się nie angażują
Jak nikt się ich nie pyta o zdanie to pewnie, że się nie angażują. Bo po co. Namawiając ludzi do partycypacji nieraz słyszeliśmy: „przecież to i tak nic nie da.” To jest główna bariera, którą trzeba pokonywać. Ale kiedy już się ją przekroczy to mieszkańcy zaczynają się angażować, wchodzi im to w nawyk.

Tu przykład na to, że ludzie jednak się angażują.

Mit 4: Od tego są fachowcy
Owszem, są. I co z tego? Czy to znaczy, że mieszkańcy (zwani amatorami) nie powinni mieć prawa głosu na temat miasta, w którym mieszkają? Tak się składa, że w Warszawie mieszka 1,7 mln amatorów i to oni wiedzą najlepiej gdzie w ich okolicy potrzebne jest przejście dla pieszych, gdzie plac zabaw,
gdzie sklep, a gdzie skwer. Jeśli podobnych głosów pojawia się więcej to jest to najcenniejsza wskazówka. Żaden fachowiec nie będzie wiedział tego lepiej od nich, tak samo jak żaden amator nie wykona projektu tego sklepu albo skweru lepiej niż fachowiec.
Przecież kierowca autokaru też powinien być fachowcem, ale to nie znaczy, że to on powinien ustalać dokąd jedzie wycieczka. To wcale nie umniejsza jego rangi, nadal jest ważne aby dowiózł ludzi bezpiecznie i na czas. Ale to oni mają prawo decydować dokąd chcą jechać i jak chcą spędzać czas.

Jedna odpowiedź na „Cztery razy tak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kod Captcha * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

Nasza akcja na fejsie
Warszawa bez reklam!
Stołeczny buda-peszt