Warszawa miasto dla ludzi

Festynland

Wata cukrowa, baloniki i chińskie zabawki z plastiku – to nieomylny znak, że Stołeczna Estrada ruszyła do akcji. Raz na tydzień festyn, a w Sylwestra ubaw na całego. I załatwione: władze mogą obwieścić, że w Warszawie non stop się coś dzieje. Tymczasem tak naprawdę warszawskie festyny to protezy życia w mieście na co dzień pozbawionym lajfu. I nie chodzi o to, by potępić w czambuł Stołeczną Estradę. Po prostu festyn to za mało, by Warszawa żyła jak normalne miasto.

Kto ma pecha ten prócz waty na patyku obejrzy koncert wyliniałej polskiej gwiazdy, a w najczarniejszym scenariuszu może się jeszcze spodziewać konferansjera serwującego koszarowe dowcipy. Takie festyny kwitną na Krakowskim Przedmieściu, Placu Grzybowskim, Francuskiej, Ząbkowskiej. Dosłownie w całym mieście. Trwają jeden dzień i pod wieczór znikają.

Od kilku lat mamy ich w Warszawie mnóstwo i – jak mówią sprawozdawcy sportowi – pora na pierwsze podsumowania. Czy faktycznie ożywiły miasto?

Ale wkoło jest wesoło

Tłumy snują się wzdłuż straganów, dzieci naciągają rodziców na kasę, w pobliżu kłębów dymu z grilla w ruch idą plastikowe widelczyki. Ludzie przychodzą, bo na bezrybiu i rak ryba, ale nie da się powiedzieć, że w ten sposób Warszawa pokazuje klasę. Takie działania przypominają raczej odpust niż europejską stolicę. Dlatego licznym warszawiakom zaczynają już działać na nerwy.

Zniesmaczeni ludyczną rozrywką mają sporo racji, jednak trzeba przyznać, że tłumy na festynach to też jest osiągnięcie. Trzeba uszanować amatorów takich rozrywek. Oczywiście nad jakością imprez Stołeczna Estrada mogłaby popracować, ale to nie ich obciachowy charakter jest największym problemem tylko incydentalność. Otóż po zwinięciu festynu sytuacja wraca do normy i ulica znów wygląda jak grobowiec.

Co zatem w czasie pomiędzy festynami?

A może by coś jeszcze…

Nowy Świat i Foksal mają się dobrze i festynów nie potrzebują. Bo o wrażeniu życia w mieście decydują tłumy o każdej porze dnia i nocy odwiedzające kawiarnie, sklepy, kina – czyli to wszystko co po ’89 roku w Warszawie wyrosło niestety głównie w galeriach handlowych. Nowy Świat i Foksal to wesołe wyjątki w smutnej stolicy; wzdłuż wielu centralnych ulic nic tylko ściany, a za nimi mieszkania albo urzędy. I cisza nocna po 22giej.

Dopóki ożywianie tych ulic będzie polegało na tym, że Stołeczna Estrada jeździ jak erka na sygnale i przez chwilę reanimuje raz jedną raz drugą ulicę, dopóty Warszawa pozostanie sennym miastem od czasu do czasu udającym, że się świetnie bawi.

Prawdziwe ożywienie Warszawy to sprawa decyzji władz miasta o urządzeniu stałych „atraktorów” w wyznaczonych miejscach, o otwarciu na usługi parterów budynków przy centralnych ulicach i o upublicznieniu na zawsze wielu miejsc zamkniętych lub słabo dostępnych.

Szanowne władze Stolicy: nie, nie robicie wystarczająco wiele dla ożywienia miasta. Jeżeli chcecie faktycznie ożywić Warszawę to musicie się bardziej wysilić: podjąć strategiczną decyzję i oprócz angażowania Stołecznej Estrady obudzić z letargu inne jednostki miasta. Na co dzień, nie od święta.

Jedna odpowiedź na „Festynland

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kod Captcha * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

Nasza akcja na fejsie
Warszawa bez reklam!
Stołeczny buda-peszt