Warszawa miasto dla ludzi

Jak kultura zabija miasto

Wierzbowa przebiega w kapitalnie ważnym miejscu – łączy Plac Teatralny z placem Piłsudskiego. Co prawda pierwszy z nich to po prostu parking, a drugi to żaden plac tylko wielki, pusty wygon, ale jednak – środek miasta i miejsca znane każdemu. Na całym świecie taka ulica tętniłaby życiem, byłby sklep za sklepem, a między nimi kawiarnie, ruch i gwar.

Niestety tu nie jest tak, jak na całym świecie. Jest tak jak w Warszawie. Wierzbowa to zwykły ściek komunikacyjny pozbawiony ludzi. Przeważają na niej samochody, a pieszych nie ma, bo nie ma po co tu przychodzić.

Po jednej stronie Teatr Narodowy i mały parking dla pracowników Opery. Po drugiej stronie znów Teatr Narodowy (Scena przy Wierzbowej), a dalej jedyne miejsce które ożywia okolicę: winiarnia należąca podobno do Marka Kondrata sprawia, że tylko ten krótki odcinek Wierzbowej przypomina miasto. Niestety potem sytuacja wraca do normy. Resztę pierzei zajmują biura Urzędu Miasta, bezpiecznie zamknięte i zasłonięte przed oczami ciekawskich, a dalej, już przy pl. Teatralnym, nareszcie pojawiają się knajpy.

Zero życia na Wierzbowej, a drzwi do kawiarni zamknięte na klucz

To jest jednak dziwne, mimo że to Warszawa i takie rzeczy nie powinny już nas dziwić. Wydawałoby się, że ta ulica ma wszelkie dane po temu, żeby być wręcz okazem wielkomiejskiego życia. Po pierwsze Wierzbowa ma obie pierzeje. Jak na nasze miasto to ewenement, bo po Wojnie odbudowywano tylko z grubsza, a nieraz – jak na Chłodnej – tylko jedną stronę ulicy. Po drugie Wierzbowa ma normalną szerokość, w ludzkiej skali. Władze tu nie zaszalały tak, jak w innych miejscach i nie poszerzyły jej do absurdalnych rozmiarów. Dzięki temu nie potrzeba lunety żeby zobaczyć drugą stronę ulicy i nie trzeba czuć się jak ziarenko wobec wielkich ambicji władzy.

Killer morduje za twoje podatki

No i po trzecie największe curiosum. Po obu stronach ulicy są kawiarnie, onbie należą do Teatru Narodowego. W parterach, normalnie, jak w zwykłym mieście. Więc w czym problem? W tym, że są niedostępne z zewnątrz. Po prostu są tylko dla widzów teatru i tylko w czasie spektaklu. I to pomimo, że drzwi wejściowe od Wierzbowej są, wystarczy je otworzyć. Absurd.

Dla teatru to strata pieniędzy, ale przecież to teatr państwowy, więc nie musi się martwić o dochody. I tak może wyszarpać je od władz żądaniami i histerycznymi oskarżeniami o zabijanie kultury narodowej. Gorzej, że dla miasta taki właściciel lokalu przy prestiżowej ulicy to zabójca.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kod Captcha * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

Nasza akcja na fejsie
Warszawa bez reklam!
Stołeczny buda-peszt