Warszawa miasto dla ludzi

Placyk Euronapinki

Po miesiącach zapowiedzi, na tyłach wieżowca Warsaw Spire otwarto nową przestrzeń publiczną. Nie żebym był rozczarowany, bo nie jestem. Jest okej. Ale to jest zaledwie okej, bo plac szału nie robi. A ponoć robić miał.

galeria na placu europejskim

Ładnie zaprojektowany, perfekcyjnie wykonany. Ot, porządny dziedziniec niezgorszego wieżowca. Nie ma się czego wstydzić, jest porządnie. Wstydem by było, gdyby na dziedzińcu zalatywało placem Dąbrowskiego w Łodzi, gdzie straszy kiczowata fontanna. Na szczęście przestrzeń jest stworzona dość ciekawie i bez obciachu. Placyk nie jest zrobiony przesadnie na bogatości, nie śmierdzi tu pieniądzem. To zaleta, bo Warszawa w końcu to nie Dubaj. Jest schludnie, elegancko, ale nie galowo wytwornie. Jest współcześnie i normalnie.

Warsaw Spire góruje nad nowym placem

Placyk schowany jest w głębi działki, dzięki czemu jest dość zaciszny. Dominuje nad nim masywna bryła wieżowca Spire, ale go nie przytłacza. Takie skwery lubią architekci i urbaniści, bo są miejscem oddechu między wysokimi budynkami. Czy to faktycznie zadziała i przyciągnie ludzi na ten placyk? Czas pokaże.

plac europejski szału nie robi

Jest dość kameralnie. I przyjaźnie. W przyziemiu wieżowca działa kawiarenka, obok Bellony stoi wymuskana plenerowa galeria obrazów, a od Wroniej znowu – spora restauracja. Trochę to mało, jak na wielki Plac Europejski, mimo, że zrobione na wysoki połysk. Przypominam sobie z zapowiedzi, że miała tu być kultura, a oprócz dwudziestu obrazków, nie za bardzo ją widać. Generalnie mało tu, jak mówią specjaliści, „atraktorów ruchu pieszego”. Ani tu sztuki do podziwiania, ani spraw do załatwienia, rzeczy do kupienia czy strawy do skonsumowania. Dużo brakuje żeby to miejsce było pełnoprawnym placem. Jeśli ktoś spodziewał się tu polskiego Rockefeller Plaza, może czuć się w pełni rozczarowany. Zwłaszcza, że reklamy co do placowości tego bezplacu, było co nie miara.

europalety na europlacu

Euro palety – bezsprzecznie europejski element placu europejskiego

I tu mnie boli. Z zacięciem godnym lepszej sprawy inwestor forsował, aby nowa przestrzeń oficjalnie nosiła miano nie dość, że Placu, to do tego jeszcze Europejskiego. A prawda jest taka, że miejsce to nie jest placem, tylko wyróżniającym się dziedzińcem. No i z Europą nie ma jakoś zauważalnie więcej wspólnego niż pl. Grzybowski, czy pl. Szembeka. Komu była potrzebna cała ta spina? Inwestor serio myślał, że wystarczy nakręcić wokół placyku odpowiedni hajp, żeby ludzie łyknęli propagandę jak pelikan cegłę? Placyk za wieżowcem to nie jest miś, który otwiera oczy niedowiarkom. Natomiast nachalne reklamiarstwo może zrobić z niego pomnik korpospiny.

eurospina korposzczurów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kod Captcha * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

Nasza akcja na fejsie
Warszawa bez reklam!
Stołeczny buda-peszt