Warszawa miasto dla ludzi

rozmowanowawarszawa

Dlaczego warszawiacy mają cieszyć się z konkursu na przebudowę Placu Małachowskiego skoro od lat do skutku nie doszły plany rewitalizacji innych stołecznych placów?

Z tego samego powodu, z jakiego cieszyli się na konkurs przebudowy pl. Grzybowskiego. Bo został zrealizowany. Ze wszystkich placów Warszawy plac Małachowskiego ma dziś największe szanse na rewitalizację. Rewitalizację, czyli coś, co ściągnie nań ludzi. Problem placów to nie jest tylko kwestia pieniędzy, ale też programu, który określi czemu mają one służyć, jak ludzie powinni spędzać na nich czas. Pl. Małachowskiego jest pod tym względem wyjątkowy, bo tu działają prężne instytucje kulturalne, które nadadzą mu nowy charakter, będą jego gospodarzami. Od samego początku uczestniczyliśmy w rozmowach o tym, czym ma być plac w ramach tzw. koalicji dla placu. Obejmowała oprócz Grupy M20 podmioty mające siedziby przy placu i przedstawicieli Dzielnicy Śródmieście. Prace tej koalicji przebiegały bardzo ciekawie: nie było rozmowy o przyszłej architekturze placu, bo koalicjanci postanowili zostawić to fachowcom – architektom. Nacisk został położony na funkcje placu i ustalono, że wynikiem prac koalicji ma być zapis oczekiwań właśnie co do funkcji. Dopiero następnie będą one „ubrane” przez projektantów w architekturę. To sensowne rozwiązanie i z tego co wiem w Polsce nowatorskie.

Jakie funkcje powinien pełnić ten plac po remoncie?

To nie powinno być odgórnie zadekretowane. Musi wynikać z potrzeb przyszłych użytkowników – mieszkańców i sąsiadów placu. Tylko w ten sposób unikniemy kosztownej acz powierzchownej estetyzacji placu, który potem będzie stał pusty, bo się okaże, że nie trafiliśmy w potrzeby mieszkańców. Na nasz wniosek rok temu odbyły się konsultacje społeczne w tej sprawie. Ich wynik był jednoznaczny. Najogólniej ujmując: wielkomiejskie życie i funkcje kulturalne. To świetnie się zgrało z odczuciami koalicjantów. Przy placu jest galeria Zachęta, Muzeum Etnograficzne, parafia ewangelicka. One chcą i są w stanie wypełnić ten plac ekspozycjami, sztuką. Jest na przykład szansa na zmieniające się w czasie instalacje artystyczne, które mieszkańcy będą mogli nie tylko oglądać, ale i ich dotknąć, wejść do środka, korzystać z nich. W Londynie takie ekspozycje pojawiają się co roku przed Serpentine Gallery, a w Warszawie w 2011 roku stanęła instalacja Olafura Eliassona na Krakowskim Przedmieściu. Ważna była dostępność placu dla osób niepełnosprawnych, matek z dziećmi, seniorów.

Pamiętać też trzeba, że właśnie kończy się remont kamienicy Raczyńskich, która odzyskała zamurowane po wojnie partery handlowe. Dzięki nim na placu pojawią się sklepy, kawiarnie, po prostu miejsca, przyciągające setki, jeśli nie tysiące ludzi dziennie. Przecież nie samą sztuką ludzie żyją i aby przebywali na placu muszą mieć też zapewnione bardziej przyziemne potrzeby. Tym ludziom trzeba teraz stworzyć przyjazną przestrzeń.

Jest na to szansa?

Jak na razie wygląda na to, że tak. Architekci, którzy staną do konkursu na zaprojektowanie placu otrzymają raport z konsultacji społecznych i będą zobowiązani do stosowania się do jego postulatów. Pozostała część dokumentacji konkursowej została napisana na podstawie „briefu” sporządzonego przez koalicjantów, a następnie przedstawiona im do korekty. Myśmy np. dorzucili toaletę publiczną. Mało spektakularne, ale potrzebne. Natomiast ryzyko widzimy przede wszystkim w tym, że może się okazać iż przy placu jest za mało funkcji w przyziemiach budynków. Galerie handlowe aż kipią witrynami, otwartymi na ludzi sklepami i kawiarniami i ludzie tam przybywają tłumnie. A tu monumentalne i piękne fasady Kościoła, Zachęty i Muzeum nie pozwalają na zlokalizowanie w nich funkcji w parterach od strony placu. Jedna kamienica Raczyńskich to może być zbyt mało, przydałoby się więcej.

Czy plac Małachowskiego powinien być domknięty zabudową?

Oczywiście. Pamiętajmy, że on leży w ścisłym centrum, tu zabudowa naturalnie powinna być najgęstsza. I taka by dziś była, gdyby nie wojna. Trudy odbudowy miasta jeszcze się nie zakończyły – przy placu Piłsudskiego nie ma jeszcze pałacu Saskiego, przy Królewskiej zaś brakuje kamienic, pałacu Strasburgera (do tego może obrazek? http://www.weszczak.pl/engine/wp-content/gallery/malachowskiego/dziedziniec-zachety-nowe-kamienice-01.jpg)

Dlaczego Warszawa nie potrafi wykorzystać potencjału, jaki tkwi w placach?
Bo nie mamy tego wdrukowanego w świadomość. Brak nam przykładów żyjącego placu miejskiego. W zasadzie w ogóle nie mamy w Warszawie placów tylko parkingi. Jest parking Konstytucji, parking Bankowy, parking Teatralny, parking Powstańców Warszawy. Jak się od zawsze żyje w takim otoczeniu, to trudno sobie nawet wyobrazić, że może być inaczej, że to mogą być miejsca, w których chce się żyć.

Obok placu Małachowskiego położony jest Plac Dąbrowskiego, czy on też doczeka się remontu?
Byłoby świetnie. Ale chcielibyśmy, żeby w Warszawie powoli odchodzić od takiego punktowego myślenia o przestrzeni publicznej. W jednym miejscu był już remont, kilometr dalej w drugim, półtora kilometra dalej w jeszcze jednym – w ten sposób powstały fajne wyspy w niefajnym otoczeniu. Zejście z Krakowskiego Przedmieścia o parę kroków jest czasem jak wizyta w innej epoce. Pora łączyć te wyspy i to niekoniecznie jakimiś wystrzałowymi megarealizacjami z wypasioną posadzką i dizajnerskimi mebelkami. Pomiędzy głównymi atrakcjami nadającymi charakter miastu jest miejsce na zwykłe, funkcjonalne i schludne przestrzenie o powściągliwej i zharmonizowanej estetyce. Po prostu zwykłe miasto dla zwykłych ludzi. Takie ze sklepami, z mieszkaniami, z odrobiną zieleni i z odrobiną (nie więcej) samochodów.

Wyobrażasz sobie centrum bez samochodów?

Wyobrażam sobie, że kiedyś nie będzie samochodów. Wtedy też nie będzie ich w centrum. Ale daleki jestem od radykalizmu, całkowite wywalenie komunikacji indywidualnej ze Śródmieścia byłoby dziś po prostu szkodliwe. Ruch samochodowy jest potrzebny i dojazd do centrum powinien być zapewniony. Można się zastanawiać czy trzeba go ograniczać. Na niektórych ulicach z pewnością; tranzyt powinien trafić na obwodnicę. Nie zapominajmy jednak, że pod względem komunikacji Warszawa jest liderem. Mamy w stolicy niemalże najwięcej samochodów per capita w Europie, a jak wynika z Warszawskich Badań Ruchu, ilość podróży samochodami w centrum lekko przekracza 35% . Blisko 65% ludzi jeździ po centrum komunikacją miejską. Proporcje są odwrotne niż w wielu miastach  pokazywanych zwykle jako wzór dla Warszawy. My jesteśmy dziś tam, gdzie wiele miast Zachodu będzie za 10 lat.

Kiedy doczekamy się w Warszawie miejsc przyjaznych dla pieszych?

Miejsc przyjaznych pieszym jest już całkiem sporo. ZDM od lat broni chodników przed parkującymi samochodami stawiając paliki. Chodniki są nie tylko wyrównywane, ale i poszerzane kosztem jezdni. Z roku na rok usuwane są bariery w poruszaniu się nie tylko na nogach, ale na wózkach, czy o kulach. Miasto coraz bardziej sprzyja pieszym. Dziś po Warszawie można w miarę wygodnie i bezpiecznie chodzić. Problem jest inny: „salony” świecą pustkami, a niektóre główne ulice są niemal wymarłe. Chodzić można, ale nie ma dokąd. Po co ludzie mają iść na Marszałkowską? Co ich przyciągnie na Chłodną? Co zrobią na Świętokrzyskiej? Ludzie glosują nogami i nie chodzą na przestrzenie przyjazne pieszym. Chodzą do Arkadii, Złotych Tarasów, Galerii Mokotów. Bo mają po co tam pójść.

Jednym z Waszych postulatów jest nowa zabudowa przy Smolnej. W mieście jest mnóstwo takich miejsc, czy jest szansa, żeby to zmienić?

Szansa jest duża, tylko trzeba jej pomóc. Zachęcić miasto, a następnie inwestorów do kreowania nowych przestrzeni. Dobrze, że powstają plany miejscowe, jak plan okolic Foksal, które przewidują nową zabudowę w miejscu parcel i rozwlekłych skwerów. Plan jest świetną zachętą do budowania, daje inwestorowi jasny komunikat na co może w danym miejscu liczyć oraz ustala czytelne i jawne reguły.

Warszawa powinna piąć się w górę, czy lepiej domykać pustą przestrzeń niższymi budynkami?

Jedno nie przeszkadza drugiemu. Miasto wysokie nie musi oznaczać rozległej zabudowy. Budowanie oddalonych od siebie wieżowców jest w gruncie rzeczy antymiejskie. Miasto polega na tym, że skraca dystanse, a nie zwiększa. W ścisłym centrum jest miejsce na wieżowce. Skoro powstawały tam spontanicznie, bez zachęty ze strony miasta, to widocznie jest taka potrzeba. Ale w pozostałej części miasta, również w Śródmieściu aż się prosi o szacunek dla gabarytów już istniejącej zabudowy. Poza paroma wyjątkami tak się dzieje.

Co powinno zmienić się w mieście, żeby żyło nam się lepiej?

Świadomość. Szczególnie w Śródmieściu, do którego – tak jak w czasach stalinowskich chciał Ważyk – trafił lud i teraz żąda od pozostałych mieszkańców respektowania swoich ludowych upodobań. Jak się ostatnio wyraził jeden z liderów śródmiejskiej społeczności mieszkańcy chcą „ptaszków i drzewek, a tymczasem urządza się tu atrakcje dla ludzi z całego miasta.” To idylliczne marzenie nie byłoby dziwne gdyby nie dotyczyło centrum dwumilionowej metropolii. A centrum powinno być takim miejscem, w którym oprócz ptaszków i drzewek są jeszcze mieszkania oraz sklepy, kina, biura, kawiarnie, restauracje, muzea, galerie, kluby, deskorolki i deskorolkarze. Mieszkańcy Śródmieścia nie powinni hamować rozwoju tej dzielnicy, bo w odróżnieniu od wszystkich innych ma ona również funkcje ogólnomiejskie, a nie tylko osiedlowe.

Czy otwarcie centralnego odcinka II linii metra coś zmieni w Warszawie?

Oczywiście. I to nie jest kwestia przyszłości, ale teraźniejszości, bo druga linia metra już zmienia Warszawę. Z kopyta ruszyły wielkie inwestycje przy rondzie Daszyńskiego, budowany jest najwyższy od czasów Daewoo Tower wieżowiec Warsaw Spire, po latach hibernacji obudził się nagle właściciel portu Praskiego, który stawia pierwszą kamienicę i lobbuje za planem miejscowym umożliwiającym budowę praktycznie nowej dzielnicy przy stacji Stadion, przy rondzie ONZ wykańczany jest właśnie duży biurowiec, planowane są kolejne wieżowce w miejscu Ilmetu i kamienicy przy  Twardej 28. W nowych biurowcach powstają nowe miejsca pracy, wokół nich rozkwitnie miejskie życie. Metro spowoduje, że centrum będzie bardziej centralne. Najwięcej zyska Praga – tuż po otwarciu metra, zacznie być postrzegana jako centrum miasta. Już dziś widać rosnące nią zainteresowanie – od dobrych dwóch lat rośnie popyt na mieszkania w okolicy nowych stacji metra. W Śródmieściu będzie gęściej, będzie ludniej, będzie wyżej. Kto wie, może nawet doczekamy się w Warszawie prawdziwych tłumów na ulicach?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kod Captcha * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

Nasza akcja na fejsie
Warszawa bez reklam!
Stołeczny buda-peszt