Warszawa miasto dla ludzi

Salony Warszawy cz.1

Kiedy w Warszawie następuje remont ulicy to zmianie ulega jedynie nawierzchnia. Na boki lepiej się nie rozglądać.

Na jezdni piękny asfalt albo kamień sprowadzany z Chin. Na chodnikach świeże płyty, najlepiej granitowe, do tego nowe latarnie i ławeczki. No i zieleń – wymienione krzewy, a nieraz i całe drzewa. Tak wygląda „salon”, bo od kilku lat tym właśnie słowem określa się w Warszawie wyremontowane ulice. Salonem Warszawy jest Krakowskie Przedmieście, a przedłużeniem salonu Aleje Ujazdowskie. Miano salonu prawej strony Wisły zdobyła Francuska, oraz jej przedłużenie – Paryska.

Szczęśliwie nikomu nie przyszło do głowy nazwać salonem ul. Powązkowską, chociaż i tu wymieniono asfalt i chodniki.  Wszystkie te ulice łączy jedno: mimo udanej wymiany nawierzchni „boki” ulicy pozostają niezmienione.

Salon czy spacerniak?

Chodzenie po salonie wiąże się z pewnym ryzykiem – kiedy nie trzeba patrzeć pod nogi w obawie przed dziurami wzrok sam się przesuwa ku budynkom. Wtedy salonowe wrażenia zamieniają się w smutek. W parterach co najwyżej okna, a nieraz nawet okien nie ma tylko goły mur. Brak sklepów i kawiarń powoduje, że salon to coś w rodzaju więziennego spacerniaka – można chodzić wzdłuż, a kiedy się dojdzie do końca to zawrócić i znów przemierzyć teren wzdłuż, bo na bok się nie zejdzie – nie ma dokąd. Nie ma nawet witryn żeby się w nie pogapić – jeśli się znajdzie szybę, to po drugiej stronie stoi biurko.

Najsmutniejsze wrażenie robi chyba odcinek Traktu Królewskiego pomiędzy Pałacem Staszica a Pałacem hr. Zamoyskiego – od pomnika Kopernika po Świętokrzyską nie ma ani jednego sklepu ani kawiarni, a okna są szczelnie pozasłaniane. Ulica wygląda jak tunel bez sufitu. Kilka innych fragmentów Traktu robi podobne wrażenie.

Tymczasem atmosfera wyjątkowości, poczucie, że jest się w centrum życia nie są wynikiem tylko nagromadzenia zabytków, ani ładnie utrzymanej nawierzchni. Te dwa czynniki – owszem – są bardzo miastotwórcze, ale nie zapewniają wrażenia prawdziwego salonu jeśli nie ma trzeciego – lokali umiejscowionych w przyziemiach, a w nich pełnych życia sklepów, kawiarń, restauracji wyposażonych w eleganckie witryny. Takie lokale przyciągają klientów oraz tych, którzy lubią praktykować typowo miejskie zajęcie – oglądanie witryn. Wprowadzają do miasta ruch, życie, po zmroku oświetlają chodnik, a topowe marki potrafią wywołać atmosferę elegancji. Tak naprawdę bez lokali usługowych w parterach nawet wielkie miasto przypomina raczej senne, prowincjonalne miasteczko niż metropolię.

 

Gdzie te lokale z tamtych lat…

Do czasu powojennej odbudowy przy Krakowskim Przedmieściu mieściło się bardzo wiele sklepów, cukierni i kawiarń. Wszystkie wyposażone w imponujące witryny czyli wielkie okna sięgające chodnika, z drzwiami zachęcającymi aby wejść do środka. W drugiej połowie lat czterdziestych XX wieku wiele witryn zamieniono na zwykłe okna, a drzwi skasowano. Dlaczego? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć, ale ówcześni architekci już w czasach przedwojennych projektowali budynki z martwymi przyziemiami. Efektem tego jest, że obecnie długie odcinki Krakowskiego Przedmieścia i wielu innych ulic Warszawy są pozbawione lokali użytkowych i jedyne co można robić w tym miejscu to pobyć sam na sam ze ścianą.

Stąd dziwolągi takie jak drewniane schodki przystawione do okna Hotelu Europejskiego, przez które Gesslerowie sprzedają bułeczki, albo okno oficyny Pałacu Czapskich (tam, gdzie ASP) przez które latem sprzedawana jest kawa. Na starych zdjęciach widać, że w obu tych miejscach znajdowały się nie okna, tylko zwykłe drzwi do lokali. Pałacyk Wessla na rogu Krakowskiego i Trębackiej na czarno – białym zdjęciu tętnił życiem – na parterze wielkie witryny, na rogu okazałe drzwi wejściowe z szyldem „Zabawki – Igruszki.” Dziś dawne drzwi i  witryny to zakratowane okna, a za nimi prokuratura. A witryna dawnego sklepu futrzarskiego Chowańczaka to dzisiaj okno, za którym siedzą urzędniczki Ministerstwa Kultury. Sporo ponurego, urzędniczego nastroju i kilka przykładów partyzantki kawiarniano – piekarniczej to nastrój, który można znaleźć nawet na ulicy określanej przez panią prezydent „salonem Warszawy, ”

W rankingu głównych ulic świata sporządzanym corocznie przez firmę CUSHMAN & WAKEFIELD Krakowskie Przedmieście w ogóle nie jest uwzględniane, bo według autorów opracowania ulica ta ma zbyt mało lokali użytkowych aby uwzględniać ją w takim rankingu.

Ciąg dalszy

Artykuł pojawił się na łamach STOLICY. Więcej tutaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kod Captcha * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

Nasza akcja na fejsie
Warszawa bez reklam!
Stołeczny buda-peszt