Warszawa miasto dla ludzi

Salony Warszawy cz.2

kontynuacja artykułu „Salony Warszawy”

Wyspa nie działa

Jednak nawet i te które są, nieraz stoją puste. Lokal po banku Pekao SA stoi nie wynajęty już od roku. Na kilku kamienicach od miesięcy wiszą ogłoszenia o sprzedaży lub wynajmie mieszkań. Wydawałoby się, że salon Warszawy, świeżo po remoncie jest idealnym miejscem do prowadzenia ekskluzywnych sklepów i restauracji oraz do zamieszkania przez osoby o grubym portfelu. Trzy lata po zakończeniu kosztownego remontu, który całkowicie odmienił na korzyść nawierzchnię ulicy,  wiemy że nie przyciągnął ani topowych marek, ani krezusów marzących o luksusowym mieszkaniu. Dlaczego?

Czynsz przy Krakowskim Przedmieściu jest tak wysoki, że lokatorów na niego nie stać, więc szuka się firm aby je wynajęły na biura. Okazuje się jednak, że nawet firmy nie są skłonne przeprowadzić się tutaj.

Tymczasem lokale w tym miejscu mogłyby utrzymywać się nawet przy wyższych czynszach, ale trzeba wiedzieć, że obowiązuje tu pewna zasada. Otóż najemcy lokali, przede wszystkim eleganckie marki, lubią pojawiać się w „stadach.” Eksperci twierdzą, że takie sklepy utrzymają się tylko wtedy, kiedy występują różne marki tej samej klasy obok siebie. Firma z jednej sieci wynajmie dany lokal dopiero kiedy pokaże się jej list intencyjny od podobnej firmy, z którego wynika, że ma ona zamiar wynająć lokal w bezpośrednim sąsiedztwie.

Stąd powodzenie galerii handlowych takich jak Arkadia, lub zgrupowanie znanych marek koło Pl. Trzech Krzyży. Tu zadziałał prywatny inwestor – właściciel budynku (firma ING Real Estate), który stosował właśnie taką politykę. Na Krakowskim nie ma obiektu o wielu lokalach, który by należał do prywatnego właściciela. Te nieliczne lokale, które są, należą głównie do miasta, a ono takiej polityki nie prowadzi. W zasadzie nie prowadzi żadnej polityki, tylko kiedy dany lokal się zwolni to go po prostu wystawia na przetarg.

Według fachowców jedyną szansą dla Krakowskiego pod tym względem byłoby jednoczesne wystąpienie trzech warunków. Po pierwsze miasto musiałoby wystawić na przetarg wiele lokali na raz, po drugie konserwator zabytków musiałby się zgodzić na przebudowę wnętrz tych lokali, gdyż duzi najemcy mają swoje odgórnie zarządzone obostrzenia dotyczące np. metrażu obiektów i ich urządzenia. Po trzecie wreszcie Krakowskie nie będzie dobrze „działało” dopóki okoliczne ulice będą puste. Traugutta, Królewska, Karaszewicza – Tokarzewskiego, Ossolińskich, Trębacka i Kozia nie mają lokali usługowych w parterach, co powoduje, że Krakowskie nawet jeśli będzie miało więcej lokali to stanie się wyspą w pustce. A wyspa też nie działa. Aby lokale przynosiły dochód umożliwiający pokrycie wysokich czynszów muszą mieć liczne otoczenie podobnych lokali.

„Na” czy „w”

Dlaczego warszawskie remonty ulic przebiegają tylko w poziomie? Może to płaskie, mazowieckie równiny tak nastrajają władze Warszawy, że pierzeje ulic im nie w głowie? A może po prostu polska tradycja, która uznaje, że ulica to tylko to płaskie, po którym się jeździ i chodzi, a obok to już budynki, nie ulica?

Podobno o sposobie myślenia narodu najlepiej świadczy jego język. Do ciekawych wniosków dochodzi się po sprawdzeniu jak w różnych językach brzmi polskie stwierdzenie „na ulicy.” Na przykład w języku angielskim jest to „in the street”, a po hiszpańsku „en la calle” – czyli nie „na ulicy” ale „w ulicy”. Czyli narody mówiące tymi językami – świadomie lub nieświadomie – zakładają, że ulica to obiekt trójwymiarowy i przebywa się wewnątrz niego, a nie na nim.

Zadanie dla władz miasta

Tymczasem w Warszawie nie ma nawet planów zajęcia się budynkami stojącymi wzdłuż „salonów.” Wydaje się, że władze miasta po prostu uznały proces zmian na Krakowskim Przedmieściu, Francuskiej i Powązkowskiej za zakończony. Trudno oprzeć się wrażeniu, że właśnie takie, płaskie myślenie o ulicy dominuje w Warszawie. Dobre i to, bo lepszy remont samej nawierzchni niż w ogóle brak remontu, ale szkoda, że nie ma chętnych by pójść krok dalej i zająć się tym, co tak naprawdę decyduje o życiu w mieście. Przepisy na to pozwalają, trzeba tylko decyzji.

Do wykupu mieszkań w parterach przy Al. Niepodłegłości i przy ul. Słowackiego, aby je zamienić na sklepy i kawiarnie, podchodziły w latach dziewięćdziesiątych ówczesne gminy. Niestety idea obumarła, jak wiele innych pomysłów. Pora do niej wrócić, tym razem skutecznie.

Artykuł pojawił się na łamach STOLICY. Więcej tutaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kod Captcha * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

Nasza akcja na fejsie
Warszawa bez reklam!
Stołeczny buda-peszt