Warszawa miasto dla ludzi

Wejdą to zabrudzą i zdewastują

Europa zadamawia się w przestrzeni publicznej naszego kraju. Tylko że zaraz potem jest zamykana na klucz.

We Wrocławiu wyremontowano dworzec, ale teraz stoi zamknięty przed ludźmi. Żeby nie zdewastowali. W Warszawie do niedawna był pomysł (na szczęście spalił na panewce), żeby wprowadzić regulamin przebywania na Pl. Grzybowskim, bo przecież nie może być tak, że „przyjdzie dosłownie każdy i będzie sobie robił co będzie chciał.” SGGW dostało fundusze na przebudowę jednego z obiektów, którą wykonano, a następnie świeżo oddany budynek z ogrodem zamknięto i nie wpuszcza się tam nikogo oprócz pracowników. „Przyjdzie pies, narobi i kto to będzie sprzątał?” – spytał retorycznie administrator obiektu.

skate grzybowski 1

Krnąbrna młodzież dewastuje pl. Grzybowski. Pod naporem kawałka lepszej sklejki z gumowymi kółkami pękają granitowe bloki, niszczeją ławy, a krowy odmawiają dawania mleka.

Przestrzeń publiczna a la polonaise.
A że ludzie czekając na pociąg marzną na mrozie zamiast wejść do budynku dworca? „Na przystankach MPK jest wiata, na pociąg też można czekać w takich warunkach.” odpowiada rzecznik PKP, pan Sarna.
W słowach rzecznika Sarny zawiera się wielopokoleniowa mądrość narodów Wschodniej Europy – szacunek do trudno osiągalnych dóbr materialnych i doświadczenie, które mówi, że jak już jakimś cudem został zrobiony remont, to taki odświętny fakt trzeba umieć uszanować, bo następny remont będzie pewnie za 100 lat. Byle kto nie doceni ile to trzeba było trudu włożyć w taki remont dworca, ile pieniędzy, ile przeszkód w postaci przepisów prawa zamówień publicznych pokonać, i teraz pewnie sobie myśli, że dworzec jest od tego, żeby każdy mógł sobie tam wejść i do woli deptać te świeżo wyremontowane posadzki. Ale osoba uświęcona zasiadaniem za urzędniczym biurkiem jest w stanie wyższej świadomości i lepiej rozumie sens remontów, ich cel, rangę i znaczenie.

Do tego dochodzi przekonanie, że ludzie nie są towarem aż tak deficytowym, w związku z czym nie ma się co wygłupiać z jakimś szczególnym szacunkiem do nich. Tu nie Szwajcaria, jak postoją trochę na mrozie to w końcu nic im się nie stanie. Ludzi u nas dostatek.

Tzw. „częściowa racja”
Zamknąć, żeby tu nie chodzili, bo zaraz zniszczą. Tak wygląda motto naszych speców od przestrzeni publicznej. „O! tu zniszczyli, tam zniszczyli, a dopiero co remont był” – padają argumenty i przykłady.

Przeświadczenie, że ludzie to hołota, która nic tylko niszczy i nie umie się zachować, to częściowo wynik praktycznych doświadczeń. Po prostu zdarzają się takie przypadki: ledwie wyremontowane, a już zniszczone.

Ale jest też inna przyczyna. To po prostu uprzedzenia i poczucie własnej wyższości. Na placu Grzybowskim okazało się, że zniszczenia owszem, są, ale nie są dziełem deskorolkowców tylko samochodów i pojazdów pobliskiej budowy. Skąd zatem wzięła się ta z góry powzięta pewność, że skoro widać zniszczone murki, to na pewno jest to skutek działań tych młodzieńców w dziwacznych czapkach i w spodniach z krokiem między kolanami?

A jeszcze inną przyczyną jest zwykły pretekst dla nieróbstwa: zamiast trudzić się bieżącym utrzymaniem placu, dworca, ogrodu to najłatwiej zamknąć i po problemie. Kto by tam sprzątał, naprawiał – wiecie ile to pracy? Pojęcie bieżącego utrzymania jawi się w tej filozofii jako odległe echo czegoś, co podobno istnieje na Zachodzie, ale u nas przecież nie zda egzaminu, bo to – proszę pana – ludzie zaraz wszystko niszczą – eee, nie warto.
Tymczasem w Londynie naród nie chodzi od rana w cylindrach, czego dowodzą zdjęcia zamieszek ulicznych sprzed dwóch lat i wspomnienia „dokonań” angielskich kibiców. A mimo to parki, place i dworce są pootwierane i na bieżąco utrzymywane. W Warszawie chyba jedyną taką przestrzenią jest świeżo wyremontowane Krakowskie Przedmieście – oczko w głowie pani prezydent. Czyli można.

skate grzybowski 2

Czy nie jest tak, że dewastacje i zużycie wynikające z normalnego użytkowania są niestety oczywistą codziennością, wszędzie? I że władze miasta są między innymi właśnie od tego, żeby na bieżąco usuwać zniszczenia, naprawiać i sprzątać? Czy w tym prostym twierdzeniu jest jakaś pomyłka, nieścisłość?
Ci, którzy podnoszą argument o rzekomej niedojrzałości narodu i jego odstawaniu od zachodniej cywilizacji sami powinni się zastanowić czy przypadkiem nie odstają i czy nie powinni się podciągnąć cywilizacyjnie.

Dobrze powiedziane.
W całej tej historii z zamykaniem i zakazywaniem chodzi tak naprawdę o świadomość czyja jest przestrzeń publiczna i komu powinna służyć. Niedawno przewądniczący rady osiedla Centrum (jest takie coś, formalnie: „jednostka pomocnicza dzielnicy”) podczas konsultacji społecznych narzekał, że mamy ostatnio do czynienia z inwazją ludzi do centrum. Przyjeżdżają tu tłumnie na zakupy, kiermasze, bawić się. I zadał dramatyczne pytanie: „czy naprawdę musi być tak, że do Centrum zjeżdżają ludzie z dosłownie całej Warszawy i jeszcze im się tu urządza coraz to nowe atrakcje?”. Odpowiadamy: tak. Właśnie o to chodzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kod Captcha * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

Nasza akcja na fejsie
Warszawa bez reklam!
Stołeczny buda-peszt