Warszawa miasto dla ludzi

Wybielanie komunizmu

Z okazji 70tej rocznicy powołania Biura Odbudowy Stolicy pojawiły się artykuły i wywiady okolicznościowe na temat powojennej odbudowy Warszawy. Wynika z nich, że działalność BOS doprowadziła do zachowania całych połaci miasta w stanie takim, jaki znali przedwojenni warszawiacy, że jego dokonania mają międzynarodowe uznanie. To niecała prawda.

Szefem BOS został przedwojenny architekt Roman Piotrowski, przekonany komunista, stalinowiec, który zgromadził wokół siebie wielu współpracowników o podobnych poglądach, wśród nich Wacław Ostrowski, który został szefem Wydziału Urbanistyki BOS. W skład Biura weszło też wielu niekomunistów jak Jan Zachwatowicz. To jemu zawdzięczamy odbudowę Starego Miasta w (niemal) historycznym kształcie, osobiście projektował katedrę św. Jana.

Roman Piotrowski, szef BOSu, zagorzały stalinowiec. (źródło: Wikipedia)

Roman Piotrowski, szef BOSu, zagorzały stalinowiec. (źródło: Wikipedia)

Pomiędzy tymi dwiema grupami istniał spór. Piotrowski jako fanatyczny komunista chciał wyburzenia jak największej liczby budynków, wręcz całych obszarów i zbudowania w tym miejscu nowego, socjalistycznego miasta. Zwalczał „bezkrytyczne poddawanie się nastrojowi pietyzmu w stosunku do budowli ocalałych z przeszłości.” Zależało mu na nowej siatce ulic i na nowym budownictwie, zrywającym z dotychczasowymi zwyczajami, wolnym od dekoracyjności i innych burżuazyjnych naleciałości. Szczególną niechęcią – z przyczyn ideologicznych – ekipa Piotrowskiego darzyła budynki z drugiej połowy XIX i pierwszej połowy XX wieku; były efektem działania znienawidzonej burżuazji, klasy która w przeciwieństwie do arystokracji była jeszcze czynna i przez to zagrażała socjalizmowi. Zachwatowicz starał się chronić przede wszystkim najcenniejsze budynki i zespoły.

W Muzeum Techniki w Pałacu Kultury trwa wystawa „Zburzona historia, Warszawa w latach 1945-1948” pokazująca kilkadziesiąt przykładów z kilkuset zniszczeń, jakich dokonał w Warszawie Wydział Urbanistyki Biura Odbudowy Stolicy w latach bezpośrednio po II Wojnie. Archiwalne fotografie wzbogacono o fragmenty nieraz szokujących wypowiedzi urbanistów i architektów z Wydziału Urbanistyki BOS.

Rozstrzygnięcie sporu często należało do partii, która kierowała się zaspokajaniem potrzeb mieszkaniowych ludności, starała się unikać wydawania pieniędzy na rozbiórki, a z przyczyn politycznych w pierwszym okresie (1945 – 49) wolała udawać przywiązanie do tradycji. Stąd przeszkody jakie ekipa Piotrowskiego napotkała w realizacji swoich niszczycielskich planów. Rozwiązanie znalazł Piotrowski w działaniu po cichu. Zamiast jednej, frontalnej akcji Piotrowski i Ostrowski wysyłali ekipy rozbiórkowe do poszczególnych budynków pod pozorem zażegnania ryzyka katastrofy budowlanej. W papierach budynek był opisywany jako zupełna ruina grożąca zawaleniem, chociaż ze zdjęć zachowanych do dzisiaj wynika, że to nieprawda. Na podstawie sfałszowanych w ten sposób dokumentów BOS wysyłał na miejsce tzw. pogotowie rozbiórkowe, które dokonywało zniszczenia.

Zdjęcie z wystawy "Zburzona historia, Warszawa w latach 1945-1948"
Zdjęcie z wystawy "Zburzona historia, Warszawa w latach 1945-1948"
Zdjęcie z wystawy "Zburzona historia, Warszawa w latach 1945-1948"
Zdjęcie z wystawy "Zburzona historia, Warszawa w latach 1945-1948"

W ten sposób Piotrowski i jego współpracownicy zburzyli setki obiektów, przede wszystkim kamienic, które były częścią naszego dorobku narodowego, jego kulturalnego dziedzictwa, stanowiły o europejskim charakterze miasta. BOS okazał się zdumiewająco skuteczny w swoim niszczycielskim szaleństwie. Zniknęły pojedyncze budynki, lub nawet ciągi budynków wzdłuż ulic, czy nawet kwartały – dość tylko wspomnieć o „uporządkowaniu” terenu pod Pałac Kultury. Wiele kamienic straciło dekorację, przede wszystkim te secesyjne – najbardziej znienawidzone przez nawiedzonych ideologów z BOS. Przed fasadą rozstawiano rusztowania, na które wchodziły ekipy i metodycznie, młotkami i oskardami, skuwały rzeźby, płaskorzeźby, stiuki.

Kamienica Tołwińskiego. Największe dzieło secesyjnej architektury zniszczone przez burzymurków z BOSu

Kamienica Tołwińskiego. Największe dzieło secesyjnej architektury zniszczone przez burzymurków z BOSu (fot. warszwa1939.pl)

W 1946 roku pod kilof poszło m.in. największe dzieło polskiej secesji w architekturze – kamienica przy Służewskiej 3 (koło pl. Na Rozdrożu). Na zdjęciu widać, że budynek został spalony i stracił dach, lecz nadawał się do odbudowy. Zostało po nim puste miejsce.

Kamienica Tołwińskiego w 1945 lub 46 roku

Kamienica Tołwińskiego w 1945 lub 46 roku (żródło warszwa1939.pl)

Potem nie trzeba było udawać

Piotrowski po 1949 roku zyskał pełnię władzy w polskiej architekturze, został awansowany na ministra budownictwa i swoje idee mógł realizować bez skradania się i maskowania. Wtedy już nowe władze okrzepły i mogły śmielej realizować swoją politykę, posuwając się nawet do zbrodni. Ofiarą czystek wśród architektów padł m.in. Zbigniew Ihnatowicz, który ośmielił się wbrew zaleceniom architektonicznych ideologów zaprojektować modernistyczny Centralny Dom Dziecka (ob. Smyk). Ihnatowicz rysował ten budynek w roku 1948, ale dopiero w latach pięćdziesiątych dosięgnęła go ręka fanatycznych kolegów po fachu i przyszło mu zapłacić za swój projekt. Został oskarżony o zdradę państwa. Postawiono mu sfingowany zarzut szpiegostwa na rzecz CIA, kiedy jeszcze był jeńcem w niemieckim obozie (CIA nawet wtedy nie istniała). Dostał karę śmierci. Przeżył dzięki nadejściu Października, po kilku latach spędzonych w celi śmierci.

Centralny_Dom_Towarowy_w_Warszawie_01

CDT lata 60. Za upór w wybudowaniu tego budynku Ihnatowicz został fałszywie oskarżony o szpiegostwo i skazany na karę śmierci. (fot. Wikipedia)

 

Piotrowski został usunięty ze stanowisk po Październiku 1956. Nie nadawał się nawet do ekipy Gomułki, bo był zbyt radykalny i obciążony dokonaniami z okresu stalinowskiego. To dziwne, że dzisiejszym recenzentom BOSu jego „dokonania” przeszkadzają mniej niż Gomułce.

Dyskusja nt. BOS to fragment pojawiających się coraz częściej opinii zdejmujących złe odium nie tylko z socrealizmu, ale w ogóle z PRL-owskiej architektury i urbanistyki. W dyskusjach jest sporo prawdziwych wątków, które odczarowują zupełnie jednostronne, radykalne potępienie tego okresu, ale też coraz częściej słyszymy o rzekomo znakomitym, całościowym planowaniu, o pożytkach płynących z dekretu Bieruta, czasami nawet o świetnej architekturze, podobno lepszej niż obecnie. I ani słowa o doprowadzaniu do ludzkich tragedii, niszczeniu tradycji, deptaniu godności ludzi jako jednostek i jako społeczeństwa, o zwykłej niesprawiedliwości, wolnym tempie rozwoju, prymitywizmie wielu rozwiązań, o królującej prowizorce i upadku małej architektury, o bezmyślnym naśladowaniu prostackich, radzieckich wzorców, o zamianie Warszawy w betonową noclegownię, o niedorozwoju przestrzeni publicznej, o bezsensownym planowaniu, o barbarzyńskim lekceważeniu pamiątek po żydowskich mieszkańcach miasta, o zabójstwie ocalałych z wojennej pożogi zabytków. Wybielanie komunizmu metodą przemilczeń i półprawd jest niedopuszczalne. Mówić o komunizmie tylko tyle, że odbudował Starówkę i milczeć o jego występkach, a nawet zbrodniach to tak, jakby hitleryzm podsumować krótko opinią, że zawdzięczamy mu wiele autostrad.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kod Captcha * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

Nasza akcja na fejsie
Warszawa bez reklam!
Stołeczny buda-peszt