Warszawa miasto dla ludzi

Centrum bez centrum

Warszawa ma opinię miasta bez centrum. Rzeczywiście, w środku miasta ogarnia wrażenie wielkiej betonowej wsi.

Jednak jeśli się spojrzy na plan miasta to w środku widać wyraźny napis „Centrum”. Drogowskazy poustawiane wzdłuż ulic również kierują do centrum. Mamy też stację metra Centrum i nieopodal Dworzec Centralny oraz domy towarowe, które noszą obecnie nazwę „Galeria Centrum”. W latach 1994-2002 środkowy obszar miasta nosił nawet oficjalną nazwę „Gmina Warszawa – Centrum”.

Centrum bez centrum

Centrum bez centrum

Skąd więc to poczucie braku centrum, skoro wokół tyle zapewnień o centralności? Tak częsta obecność słowa „centrum” wskazuje, że jednak w powszechnym odczuciu centrum Warszawy istnieje i chyba nawet panuje zgoda, co do tego w którym miejscu ono się znajduje. Wydaje się, że w odczuciu zwykłych ludzi centrum Warszawy owszem – istnieje, ale po prostu nie spełnia swoich funkcji.

Środek czy ośrodek

Słowo centrum (gr. kentron, środek okręgu) oznacza tyle co ośrodek, miejsce koncentracji życia, miejsce w którym (lub wokół którego) skupiają się funkcje, miejsce o największej intensywności życia. Zatem dwie cechy powodują zaistnienie centrum – środkowe położenie i koncentracja funkcji decydujących o życiu miasta: handlu, rozrywki, gastronomii, usług.

Prof. Witold Orłowski (PwC): Niestety, Warszawie brakuje atrakcyjnego centrum. Przez ostatnie 20 lat nie udało się w tej kwestii wiele z nią zrobić. Ludzie wysiadają na Dworcu Centralnym i widzą to, co widzą. Straty z tego powodu trudno zmierzyć bezpośrednio, ale one mają gospodarcze konsekwencje. Praga czeska jest wciąż chętnie wybierana przez inwestorów. Bo wysiada człowiek w Pradze i jest w centrum piękna. Wysiada tutaj i często pierwsza myśl to: broń Boże, żebym tu miał mieszkać.

źródło: Gazeta Stołeczna, 9.02.2011

Wydaje się, że tajemnica fenomenu warszawskiego „centrum bez centrum” polega na tym, że ten pierwszy warunek jest spełniony – geograficzny środek miasta istnieje, ale warunek drugi sypie się: zagęszczenia funkcji w tym miejscu nie ma. Środek Warszawy jest co prawda wyraźnie wizualnie zaznaczony spiczastym i koncentrycznie rozplanowanym Pałacem Kultury, którego kształt i wysokość sugerują, że to właśnie ten budynek wyznacza ścisłe centrum miasta. Jednak zagęszczenia funkcji próżno tu szukać – jest wręcz odwrotnie: zamiast efektu narastającego napięcia wraz ze zbliżaniem się do centrum mamy do czynienia z nagłym rozrzedzeniem funkcji – ulice nabierają szerokości, a wokół Pałacu znajduje się ogromny i pusty wygon, po którym tylko hula wiatr.

Jest zatem paradoksem Warszawy, że jego centrum stanowi obszar o mniej intensywnej zabudowie niż okolica. Wjeżdżając do centrum od strony Mokotowa albo Woli wjeżdżamy z obszaru o gęstej zabudowie i wąskich ulicach do obszaru pustawego, z szerokimi ulicami.

Wzajemna sprzeczność: najbardziej centralne miejsca mają najmniejszą intensywność funkcji. Jest to zjawisko typowe nie tylko dla Placu Defilad, ale szerzej – dla Śródmieścia. Podobnie wygląda ulica Królewska, Plac Piłsudskiego, Plac Konstytucji, Świętokrzyska, wiele innych.

Intensywność zabudowy a intensywność funkcji

Jednak wcale nie lepiej jest w tych miejscach, które mają intensywną zabudowę. W Śródmieściu istnieją tez obszary o dość gęstej, pierzejowej zabudowie, w których jednak dominującym uczuciem nie jest bynajmniej obfitość życia, lecz jego brak. Tak centralnie położone ulice jak Senatorska, Wierzbowa, Kozia mają zwartą zabudowę – budynki stoją jeden przy drugim po obu stronach ulicy. Mimo to nie mamy tam poczucia przebywania w ośrodku życia. Niezależnie od pory dnia ludzi jest tam niewiele.

Martwa kamienica na Trębackiej

Martwa kamienica na Senatorskiej

Jak to się dzieje, że centralnie położone ulice Warszawy klimatem nie przypominają centrum? O obliczu ulicy decydują partery domów – albo są nasycone funkcjami, otwarte na przechodniów albo zamurowane, ze zwykłymi oknami zamiast witryn. Odcięcie wnętrz budynków od ulicy powoduje zamieranie funkcji. Ludzie nie przychodzą, bo po prostu nie mają po co. Ulica staje się w ten sposób po prostu kanałem komunikacyjnym, po którym można się przesuwać z jednego punktu do drugiego – np. z domu do pracy. Takie ulice, mimo że centralnie położone, nie mają centralnego charakteru lecz wyłącznie komunikacyjny.

Na Senatorską nie ma po co przychodzić – chyba że pracuje się w ZUSie, lub trzeba tam załatwić sprawę urzędową. Nie ma tam sklepów ani restauracji, ani tym bardziej kin czy teatrów. Podobnie wyglądają spore odcinki Świętokrzyskiej – tam, gdzie ciągną się ściany NBP albo Ministerstwa Finansów. Partery bez witryn zabijają miasto w takim samym stopniu jak wielkie, puste przestrzenie. I dopóki nie powstaną partery nasycone funkcjami nie pomoże wyremontowanie nawierzchni, ani ustawienie ławeczek – ulice pozostaną martwe.


więcej o zamurowanych przyziemiach w galerii „gdzie tu jest miasto?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kod Captcha * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

Nasza akcja na fejsie
Warszawa bez reklam!
Stołeczny buda-peszt