Warszawa miasto dla ludzi

Konkurs na plac Grunwaldzki, czyli jak robić to źle

Miasto zleciło warszawskiemu SARPowi zorganizowanie konkursu dla pl. Grunwaldzkiego. Idea jest słuszna, bo Grunwaldzki jest placem tylko z nazwy. Jednak już teraz wiadomo, że nic sensownego z tego nie wyjdzie. Oto dlaczego.

Do projektowania nowego Grunwaldzkiego zaproszeni zostali jedynie architekci. Będą oni sami decydować o przyszłości placu. Ich zadaniem w konkursie jest „wskazanie potencjalnych grup użytkowników”, a także przedstawienie „założeń programowych”. To nakazuje regulamin. W regulaminie tym nie ma słowa o jakichkolwiek konsultacjach z mieszkańcami, zaproszenia do warsztatowych dyskusji potencjalnych użytkowników placu. Co to, to nie!

20150417_151358

Potencjalni użytkownicy placu i jego okoliczni mieszkańcy mogą sobie na konkurs popatrzeć przez szybkę. O wszystkim decydować będą wyłącznie architekci. To oni mają określić potencjalne grupy użytkowników placu i to oni zdecydują co na tym placu ma prawo się dziać i w jaki sposób ludzie mają z placu korzystać. Mieszkańcy mają prawo się nie wtrącać.

Oddech PRL zza grobu

PRLowska szkoła planistyki stawiała urbanistę i architekta w roli Boga. To oni projektując od podstaw całe dzielnice i miasta decydowali o tym jak ludzie będą żyli: gdzie będą chodzić do szkół, gdzie na zakupy, a gdzie do pracy. Jeśli zaprojektowali w dobrym miejscu chodnik to mieszkańcy chodzili po chodniku, a jeśli zrobili to źle, to mieszkańcy przez lata brodzili w błocie chodząc nieprzewidzianymi przez ekspertów trasami. Jeśli zaprojektowali sklepy lub bazarek, to mieszkańcy mieli gdzie kupić podstawowe produkty, a jeśli nie zaprojektowali to mieszkańcy musieli po nie jeździć do innych dzielnic. Jeśli zaprojektowali plac zabaw to dzieciaki się bawiły, jeśli nie zaprojektowali to dzieciaki nie miały się gdzie bawić. Czasami projektantom udawało się trafić w oczekiwania, a czasami mieszkańcy latami wściekali się i mówili pod nosem „co za idiota projektował ten plac i to osiedle?!”

Miejski plac Napoleona, po wojnie przekształcony został w martwy plac Powstańców

Przedwojenny miejski plac Napoleona, po wojnie przekształcony został w martwy plac Powstańców

Tymczasem w wielu krajach Europy projektowanie odbywało się dopiero po rozpoznaniu potrzeb użytkowników. Mieszkańców pytano i podglądano ich zwyczaje i zachowania. Chodniki były projektowane w miejscach, w których ludzie wydeptali ścieżki.

Grupa M20 uczestniczyła w pracach koalicji przygotowującej przebudowę placu Małachowskiego. Na nasz wniosek odbyły się konsultacje społeczne, w których wzięły udział okoliczne wspólnoty i pojedynczy mieszkańcy oraz po prostu warszawiacy. W ich wyniku powstał raport spisujący oczekiwania przyszłych użytkowników placu, który następnie został włączony do warunków konkursu architektonicznego. Jego uczestnicy nie tylko otrzymali cenne wskazówki, ale zostali zobowiązani do uwzględnienia zapisów raportu.

Z czasów komuny przetrwało do dziś przekonanie, że eksperci od architektury zawsze wiedzą lepiej jak mają żyć mieszkańcy – czy np. potrzebują zieleni czy bazarku czy placu zabaw. Dlatego organizację konkursu oddano na wyłączność SARPowi, w samym konkursie udział może wziąć tylko branża, a w jury konkursowym też zasiadają wyłącznie branżowcy (sześciu architektów i jeden spec od komunikacji). Konkurs odbywa się formalnie przy otwartych drzwiach, ale bez włączenia w prace użytkowników placu: ani obecnych, ani potencjalnych. W trakcie projektowania nowego Grunwaldzkiego nie będzie ani warsztatów z mieszkańcami, ani konsultacji projektów, ani badań opinii. Bo z punktu widzenia architektów jest to zawracanie głowy.

Martwy od lat Mariensztat jest pomnikowym przykładem na to jak architekci "wiedzą lepiej". Tu zawsze hula wiatr.

Ani żywej duszy. Martwy od lat Mariensztat jest pomnikowym przykładem tego jak architekci „wiedzą lepiej”.

Od dawna słyszy się utyskiwania na to, że wolna Polska zabiła to, co w komunie było najcenniejsze – planowanie przestrzenne. Śmierć PRLowskiej urbanistyki przedstawiana jest jako tragedia polskich miast. W najbliższych miesiącach będziemy mieli dobrą okazję, by przyjrzeć się duchom przeszłości i zobaczyć do czego prowadzi odgórne kreowanie przestrzeni przez omnipotentnych specjalistów głuchych na głos użytkowników.

Jedna odpowiedź na „Konkurs na plac Grunwaldzki, czyli jak robić to źle

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kod Captcha * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

Nasza akcja na fejsie
Warszawa bez reklam!
Stołeczny buda-peszt