Warszawa miasto dla ludzi

Pałac Wszelkich Praw Zastrzeżonych

Prawnicy Pałacu Kultury ogłosili, że chcą zastrzec wizerunek PKiNu i pobierać opłaty za jego wykorzystywanie. Czy faktycznie dbają o interes miasta? My uważamy, że niekoniecznie.

Warszawie brakuje tożsamości. Ktoś kiedyś nazwał to miasto miastem z przetrąconym DNA. Większość mieszkańców została tu przywieziona do roboty w latach powojennych, więc są w niewielkim stopniu zżyci z miastem. Dużej części z nich jest zupełnie obojętne czy mieszkają w Warszawie, Szczecinie czy np. w Nowej Hucie.

I to w ostatnich latach powolutku się zmienia. Miasto zyskuje swoją tożsamość. Zaczyna być wreszcie kojarzone poprzez architekturę, tak jak większość wielkich miast. Czy to komuś się podoba, czy nie stołeczną wieżą Eiffela został Pałac Kultury. Samorzutnie, spontanicznie stał się symbolem Wawy, zaczął pojawiać się na T-shirtach, brelokach, kubkach. Stał się modny. Stał synonimem współczesnej warszawskości i elementem promocji miasta.

Pałac Wszelkich Praw Zastrzezonych

Jak się nie narobić, ale kasę zarobić

I nagle pojawia się proces stawiający temu tamę. Zamiast cieszyć się, że Wawa zaczyna być na topie, że wizerunek PKIN staje się popularny, że dzięki temu zyskuje wizerunek całego miasta, pojawia się prymitywne rozumowanie miejskich urzędników – nachapać się. Teraz znaleźli nowy sposób jak się nie narobić, a pieniądze zarobić. Nic nie trzeba robić, tylko nałożyć podatek od publikowania wizerunków PKiNu, Mostu Świętokrzyskiego czy Kolumny Zygmunta.

Jak to wprowadzą to pani Prezydent zapewne da im premię – w końcu na to liczą. Za działalność dla rozwoju miasta ma się rozumieć. Nie dostrzegają tylko, że to, co robią jest w gruncie rzeczy pasożytnictwem.

Inaczej niż na świecie

Na całym świecie miasta promują się przez wizerunki symboli architektonicznych miasta. Nowy Jork – Statua Wolnosci, Londyn Tower Bridge, Paryż Wieża Eiffla. Są na tysiącach breloczków, zeszytów, kubeczków, t-shirtów. Dzięki nim każdy człowiek na świecie kojarzy miasta z tymi konkretnymi budowlami.

Miliony turystów przyjeżdżają do Niu Jorku, Paryżewa i Lądka. Zostawiają tam miliony jeśli nie miliardy dolarów. Zarabiają na tym hotele, taksówkarze, sklepy, restauracje, linie lotnicze, muzea. W konsekwencji również i miasta. Mieszkańcy tych metropolii mają wspólny mianownik w postaci sentymentu do ikony architektonicznej swojego miasta. Dzięki niej są dumni, że pochodzą z Paryża, NYC, Lądka. Są dumni kiedy widzą te tysiące wizerunków swojego miasta w sklepach i butikach, kiedy w obcych krajach oglądają je na plakatach i reklamach, kiedy widzą je w hitach światowego kina. Z bycia obywatelem takich miast chce się być dumnym, chce się identyfikować z własnym miastem, interesować tym, co się w nim dzieje. A w Warszawie? Gdzie w niej szukać tej dumy.

Za granicą Warszawa nie kojarzy się z niczym.

W Warszawie, która na świecie nie kojarzy się absolutnie z niczym oprócz syberyjskiego mrozu, wizerunek naszej jedynej ikony został nagle zastrzeżony przez krótkowzrocznych administratorów miejskiej spółki. Tylko czekać aż producenci warszawskich koszulek, kubków i breloczków z PKiNem będą ścigani przez dziarskich prawników miejskiego przedsiębiorstwa.
No po prostu ręce opadają.

OLEJMY ICH!
Pokażmy im gdzie mamy ich zakazy i łapczywość. Tu macie zdjęcia różnych fajnych rzeczy z wizerunkiem Pałacu i w opisie krótka sugestia gdzie je kupić. Jeśli jeszcze nie macie prezentów na Święta to raz i załatwione!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kod Captcha * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

Nasza akcja na fejsie
Warszawa bez reklam!
Stołeczny buda-peszt