Warszawa miasto dla ludzi

Znieczuleni

Podobno jak się pobędzie dłuższy czas w brzydkim zapachu, to już po paru minutach się go nie czuje. Z estetyką przestrzeni publicznej jest tak samo. Najwięszym wrogiem poprawy jej jakości jest przywyczajenie.

Budy jak z koszmarnego snu krasnoludka. Szmaty z reklamami porozwieszane na każdym płocie. I wielki format w wielkich ilościach. W takim otoczeniu robimy zakupy, podążamy do szkoły i do pracy. Na blokowiskach też nie lepiej – widok z balkonu to nieraz mozaika złożona dosłownie z wszystkiego. Tyle tego chaosu i bylejakości wokoło, że przyzwyczailiśmy się. Po prostu jesteśmy znieczuleni.

I to jest najgorsze, bo dopóki to wszystko będzie uznawane za normę przez tysiące zwykłych ludzi dopóty nic się nie zmieni.

Skoro wokół nie widać nic nadwyczajnego to po co zmieniać?

Dlatego staramy się uczulać, kłuć w oczy obrazkami, które i tak każdy warszawiak widzi wokół siebie codziennie, ale ich nie zauważa. Po to (między innymi) jest strona, którą w tej chwili przeglądasz. Żebyśmy się – my mieszkańcy – obudzili z tej narkozy i zaczęli widzieć, że bałagan nie jest normalny. Że prowizorka to prowizorka, a nie stan docelowy. Że rozwieszanie gdzie popadnie reklam i „reklam” robi z naszej wspólnej przestrzeni slums.

To, co jest nienormalne jest nienormalne. I kropka.
To pierwszy, niezbędny etap do poprawy sytuacji. Uchwalanie nowych przepisów też jest ważne, ale niczego nie zmieni dopóki chaos nie zacznie przeszkadzać zwykłym ludziom. Prawo zawsze da się obejść – jeśli się chce. Poza tym samo karanie nie wystarczy. Przecież np. w Szwajcarii mieszkańcy utrzymują porządek w swoich miastach nie dlatego, że się tak bardzo boją policji, tylko dlatego, że rozumieją, iż pewnych rzeczy się nie robi.

Argument o tym, że tu jeszcze za sto lat nie będzie jak w Szwajcarii odpada; jak się nic w tej sprawie nie będzie robić to faktycznie nie będzie, ale jak będziemy przekonywać ludzi to nie ma bata – efekty muszą przyjść.
Niestety pojawiają się też głosy że po co, że

„przecież ten chaos też ma swoje dobre strony”.

 

Olać te głosy i robić swoje. Jeśli ustawicznie i wytrwale będziemy powtarzać swoje, i jeśli te poglądy będą docierać do coraz większej liczby mieszkańców, to kiedyś naprawdę poznikają te tysiące pryszczy na przestrzeni publicznej i przestaną pojawiać się nowe.

Więc my mówimy do Ciebie, Szanowny Czytelniku: W WARSZAWIE JEST WCIĄŻ ZBYT WIELE SYFU I TRZEBA GO ZWALCZAĆ. Podaj dalej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kod Captcha * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

Nasza akcja na fejsie
Warszawa bez reklam!
Stołeczny buda-peszt